Wyzwanie

666
0
Share:

Lider jednego z najpopularniejszych polskich kabaretów, absolwent AWF powiedział kiedyś, że w ćwiczeniach najważniejsza jest systematyczność. I dodał, że on codziennie wykonuje jedno i to samo ćwiczenie: brzuszek, skłon i wyprost. W ten sposób opisał… wstawanie z łóżka. Rzeczywiście, jest w tym i systematyczność, i powtórzenia.

Pomijając satyryczny wydźwięk tego tekstu brakuje w tym ćwiczeniu ważnego elementu: wyzwania. Wstawanie z łóżka może być wyzwaniem tylko wtedy, kiedy bardzo chce się spać, ale nagli nas pilna potrzeba pójścia do toalety. W pozostałych przypadkach to nie jest wyzwanie.

Ja przystąpiłam do wyzwania Kamili Rowińskiej: http://rowinskabusinesscoaching.com/wyzwanie1etap/
To już 4. edycja. Z pozoru wydaje się to łatwe: 2 km spaceru dziennie i czytanie książek.

Co to jest 2 kilometry…?
Ale kiedy weźmie się pod uwagę, że trzeba to robić codziennie, bez względu na pogodę, plan zajęć, samopoczucie… Dla niektórych to może być problem.

Czy przez fakt zarejestrowania się w aplikacji i formalnego przystąpienia do wyzwania budujemy w sobie jakąś specjalną motywację? Może takie wyzwania są właśnie dla tych, którzy sami z siebie nie potrafią się zmobilizować?
Pewnie działa tu jakiś subtelny rodzaj wstydu: skoro się zgłosiłam i ogłosiłam to publicznie to NIE WYPADA się poddać.
Na portalach społecznościowych pojawia się sporo podobnych wyzwań.
Część z nich ma charakter czystej zabawy, happeningu, czasem dołączona jest do tego jakaś szczytna idea. Ale są też takie, z których nie wynika nic więcej poza chęcią sprawdzenia się i nauczenia pokory.

Czy bez takiego apelu na Facebook’u nie bylibyśmy w stanie podjąć się wysiłku przełamania swoich słabości? Ja wiem, że nie jestem osobą leniwą. A jednak zarejestrowałam się w aplikacji i rozpoczęłam codzienne spacery. Pomijam oczywiste korzyści takie jak oddychanie świeżym powietrzem, kontakt z przyrodą i kilkadziesiąt minut spokoju, podczas których mogę w spokoju pomyśleć (o korzyści ze spaceru dla moich psów nie wspomnę…). To także konieczność planowania codziennych zajęć tak, żeby znaleźć czas na spacer, uczenie się systematyczności (takiej nauki nigdy dość!), koniec z użalaniem się nad sobą („Dziś nie pójdę, bo boli mnie głowa…”). Zamiast szukać kolejnych wymówek, żeby czegoś nie zrobić muszę założyć wygodne buty i wyjść z domu.

No właśnie: „muszę”. Czyżbym miała słabą wolę i potrzebowała jakiegoś symbolicznego bata nad sobą? Nie łudźmy się: gdyby w podstawówce nie było listy OBOWIĄZKOWYCH lektur, wielu z tych książek nie przeczytalibyśmy z własnej woli. Zobowiązanie się do czegoś, zwłaszcza publiczne powoduje, że tworzymy w sobie rodzaj imperatywu, który nie pozwala nam spokojnie żyć zanim nie wypełnimy zobowiązania (ta uwaga oczywiście nie dotyczy polityków…).

Ale… ostatnio usłyszałam od bardzo mądrego człowieka, że nie istnieje nic takiego jak silna wolna i słaba wola. Często ludzie tłumaczą swoje uzależnienie od nałogów swoją słabą wolną. Wspomniany przeze mnie filozof uważa, że to tylko wymówka. Tak naprawdę istnieje tylko wolna wola. Ani silna, ani słaba. Po prostu wolna. Przystąpiłam do wyzwania Kamili z własnej, nieprzymuszonej woli.

Zakładam buty i szukając smyczy natrafiam na zbiór aforyzmów. Zupełnie przypadkiem trafiam na taki: Mogę się oprzeć wszystkiemu z wyjątkiem pokusy.
Miłego spaceru!

Leave a reply