Odwaga

485
0
Share:

„W miarę jak się starzejemy, odkrywamy, że najrzadsza jest odwaga myślenia”. Często przypominam sobie te słowa Anatola France’a. Mimo, że nie uważam się za osobę starą jednak prawdziwości tego powiedzenia widziałam nie raz. Nie wiem, z czego to wynika, czy to strach, wpływ otoczenia, lenistwo, ale wielu z nas rzadko odważa się myśleć. Chodzi oczywiście o samodzielne myślenie a za tym wyrażanie własnych poglądów. Odwaga cywilna to właśnie gotowość do obrony własnych racji nawet za cenę bardzo wysokich kosztów i dotkliwych sankcji. Tylko ludzie odważni podpiszą się własnym imieniem i nazwiskiem pod ważnym apelem lub protestem, przyznają się do własnych błędów, będą postępować w zgodzie z własnym sumieniem. Łacińska sentencja Qui tacet, consentirevidetur (Kto milczy ten się zgadza) to chyba najkrótsza definicja odwagi. Przyznajmy, nie jeden raz w naszym życiu milczeliśmy w sytuacji, kiedy zabranie głosu było moralnym obowiązkiem.

Takie wyzwania dla naszego charakteru nie zdarzają się oczywiście codziennie, ale wystarczająco często, żeby nasze sumienie nie pozwalało nam spokojnie zasnąć, kiedy sobie przypomnimy nasze milczenie. Mam przywilej urodzenia się już po II Wojnie Światowej i nie musiałam w swoim życiu podejmować decyzji decydujących o moim lub czyimś życiu czy śmierci. Nie wiem, jak zachowałabym się w sytuacji gdybym widziała jak moich sąsiadów wywożą do niemieckiego obozu zagłady. Czy protestowałabym, krzyczała, narażała życie moje i moich bliskich…? Los oszczędził mi takich wyborów.

Ale stawia mnie nieustannie przed innymi rodzajami strachu. I zmusza do jego przezwyciężenia. Kiedyś musiałam przygotować się do dłuższego wystąpienia publicznego. Mój dobry znajomy, dla którego takie występy to część pracy próbował mnie przekonać, że to nic strasznego, że trema może być mobilizująca, że dam radę itd… Widząc w końcu, że strach prawie zupełnie mnie paraliżuje zrezygnowany dał mi radę: poproś oświetleniowca, żeby wypalił na scenie najsilniejszą lampę wprost w Twoje oczy. Oślepi Cię i zapomnisz o obecności innych ludzi… No tak… Może byłoby to skuteczne, ale to tylko półśrodek. Musiałam pokonać strach, zebrać całą swoją odwagę i przekuć tremę w bodziec do działania.

No właśnie. Czy na pewno pokonałam strach? Przecież to jedna z podstawowych cech pierwotnych. Nie tylko ludzi. Ma swoje źródło w instynkcie przetrwania. Strach pojawia się w sytuacji realnego zagrożenia, natychmiast powoduje napięcie mięśni i gotowość do walki lub ucieczki. Może więc mój strach przed publicznym wystąpieniem nie był „prawdziwym” strachem…? Gdzie bowiem było jakiekolwiek zagrożenie…? Nic mi przecież nie groziło ze strony oceniających i kolegów z Akademii. A jednak pomyślałem o rezygnacji, czyli de facto o ucieczce.

Pamiętam swoje pierwsze spotkania z klientami. Też się ich bałam. Bałam się niezręcznej ciszy po trudnym pytaniu, niechęci albo znużenia ludzi moimi słowami, tego, że czegoś zapomnę, coś pomylę. Ale zdecydowałam się na zmianę swojego sposobu na życie i pracę i wiedziałam, że jak tego nie zrobię to oznacza porażkę. Czyżby perspektywa porażki majaczącej na horyzoncie mobilizowało mnie do pokonania wszystkich lęków?

Zauważyliście, że niepostrzeżenie zamieniłam „strach” na „lęk”? W codziennym użyciu często uważamy te dwa słowa za synonimy. Tymczasem lęk nie jest tym samym co strach. To niepokój wewnętrzny nie wynikający z bezpośredniego zagrożenia (np. życia). Tzw. lęk domniemany to stan emocjonalny powstający na podstawie wyobrażeń a nie rzeczywistego zagrożenia. Być może tego właśnie doświadczałam w pierwszych miesiącach mojego nowego biznesu. Przesadnie wyobrażałam sobie reakcje moich klientów i współpracowników. Niewiele o nich wiedziałam, nie potrafiłam ich przewidzieć a jednak się ich bałam.

Życie okazało się bardziej wyrozumiałe od moich lęków. Dziś już nie boję się spotkań z klientami i współpracownikami. Czerpię z nich tak wiele radości, że dawno zapomniałam o tym, co było wiele lat temu. Za to wzbogaciłam się o zupełnie nowe doświadczenia. Dotarło do mnie, że codziennie dokonujemy aktów odwagi. I już chciałam napisać „małej odwagi”, ale w ostatniej chwili się powstrzymałam. Żadna odwaga nie jest mała. Od wszystkiego, co robimy albo czegoś zaniechamy zależy wszystko w naszym życiu. Nie ma w tym żadnej przesady. Najbanalniejsze z pozoru zachowania niosą ze sobą skutki, których nie da się od razu przewidzieć. Ale bez odwagi podejmowania codziennych decyzji, przez poddanie się prądowi zmian, bez gotowości do konfrontacji z ewentualną porażką sami siebie skażemy na jeszcze większą porażkę: rezygnację z własnego życia. Zaczniemy żyć życiem innych albo dla innych. Naszego już nie zaznamy. Dzisiaj bycie odważnym nie musi oznaczać tylko bohaterstwa mierzonego liczbą zabitych wrogów Ojczyzny. Częściej odwaga przejawia się w tym, na co decydujemy się każdego powszedniego dnia. Może za rzadko odważamy się powiedzieć komuś komplement? Może częściej powinniśmy pochwalić kolegę z pracy, uśmiechnąć się do kogoś tylko dlatego, że powiedział nam „dzień dobry”. Do tego też trzeba odwagi. Odwagi wyjścia z bezpiecznego kokonu własnych przyzwyczajeń, wygody, konformizmu.

Podobno nazwa zawodu „saper” wywodzi się od łacińskiego „sapere” czyli „mądry”. Saper, jak wiemy myli się tylko raz. My mamy przywilej mylenia się po wielokroć. Miejmy też odwagę przyznawania się do błędów i mądrość wyciągania z nich nauki.

Jak zwykle zaczęłam od cytatu i cytatem zakończę. To jeden z moich ulubionych:

 

„Sukces nigdy nie jest ostateczny,

porażka nigdy nie jest totalna.

Liczy się tylko Odwaga”

 

Winston Churchill