Hell & Back

Share:

Pamiętam jedną scenę z pewnej książki (tytuł już zapomniałam): grupa dzieci bawi się w ogrodzie, rozrabiają, ile wlezie i nagle słyszą wołanie rodziców: Dzieci! Koniec zabawy! Do mycia… Jeden z bohaterów podszedł do kolegi i zapytał: Wyglądam na brudnego…? Nie! – padła odpowiedź… No to się nie myjemy…

Beztroska. Dzieciństwo w najczystszej postaci.

Przypomniała mi się ta scenka ostatnio, kiedy wybrałam się na Hell&Back. Zupełnie nie przejmowałam się kilogramami błota na moim ubraniu i na twarzy. Skakałam do wody nie patrząc na nic. Przeciskałam się przez przeszkody z opon nie psiocząc na obdarte łokcie i oblepione błotem buty. Brodziłam po kolana w wodzie mając gdzieś ewentualne przeziębienie. Woda z lodem była rozrywka a nie utrapieniem… Razem z trójką znajomych zakosztowaliśmy niezwykłej przygody, odprężyliśmy się i … dowiedzieliśmy się czegoś o sobie i innych.

Hell&Back to nie tylko wysiłek fizyczny. To także – może nawet przede wszystkim – praca zespołowa. Podczas tych 12 kilometrów (tak! Wybrałam dłuższą wersję…) można się przekonać na własnej skórze (czasem dosłownie ) co to znaczy praca grupowa, duch rywalizacji (nie walki!) i pomocna dłoń. Co ciekawe, pomagali mi ludzie nie tylko z „mojego” zespołu. Zupełnie obce osoby pomagały sobie nawzajem  przecisnąć się przez przeszkody, złapać równowagę na upiornie niestabilnych belach drewna i wyciągali z rur…

Wytrzymałam, choć nie było łatwo. Przede wszystkim ze względu na słabości własnego ciała (nigdy nie jest posłuszne, kiedy tego najbardziej oczekuję…) ale także mentalnie. Bardzo łatwo się zniechęcić przy lada jakiej przeszkodzie. Wmówić sobie: po co mi to? Nie lepiej teraz w ogródku sączyć lampkę wina…? Ciepła woda jest cudownym wynalazkiem… Chcę do domu!

Ale to tylko chwile. Tak naprawdę cieszyłam się… ja dziecko właśnie. Przypomniały mi się szczeniackie czasy, kiedy liczyła się tylko dobra zabawa i grono najbliższych przyjaciół.

O jutro będziemy się martwić… jutro.

Wprawdzie po wszystkim zakwasy dały o sobie znać. Siniaki nie prezentują się efektownie. Regeneracja trochę trwała. Nigdy jednak nie powiem, że nie warto było. Warto!

Tak też sądzą wszyscy uczestnicy Hell&Back:

https://www.hellandback.ie/

To największa tego typu zabawa w Irlandii. Do pokonania są strumyki, bajorka, bagno. Organizatorzy piszą o „torturach” … Ale jakież przyjemne to były tortury!

Nie-do-zapomnienia!

Już wiem, że w przyszłym roku znów się tam wybiorę.

Przyłączycie się?

Zapisz się do newslettera

Zapisz się aby otrzymać darmowy ebook „Etyka w Biznesie”

Please wait...

Dziękujemy za rejestrację!

 

 

6 comments

  1. Magdalena Palmowska Coaching Serca 5 Lipiec, 2018 at 11:39 Reply

    Cudowna sprawa! 🙂 Zazdroszczę utaplania się w błocie ;)))

    Jeśli o mnie chodzi to regularnie startuję w zawodach biegowych i w sezonie jesienno – zimowym mam największy fun – chyba właśnie ze względu na te trudne warunki – błota, śniegi etc. 😉 Człowiek cudowanie się czuje – kiedy pokonuje swoje słabości, a po wszystkim może delektować się ciepłym prysznicem i gorącą herbatą 🙂

    • Swiat Netowrk Marketingu 5 Lipiec, 2018 at 16:18 Reply

      Właśnie dla tej chwili kiedy cudownie się czujemy pokonując własne słabości i dla prysznica warto wziąć udział w takich zawodach 🙂

  2. Małgorzata 5 Lipiec, 2018 at 15:20 Reply

    O matko i córko! 😀 Oczywiście, że nie dołączę 🙂 Tak wygląda piekło 😉
    Podziwiam dziewczyno! 🙂 Wytrwałość, samokontrolę, odwagę i siłę. I do tego tak pięknie opisałaś ten pot, wysiłek i radość – zdrową radość z odkrywania swoich granic. Brawo Ty!

    • Swiat Netowrk Marketingu 8 Lipiec, 2018 at 20:22 Reply

      Bardzo polecam dla sprawdzenia siebie i swoich możliwości , jak i dla dobrej zabawy 🙂