Freudowski szpinak, czyli o odkrywaniu Ameryki.

363
0
Share:

Twórca psychoanalizy Zygmunt Freud miała bardzo zdolnego ucznia. Był nim Karl Gustav Jung. Zdolny student zabiegał o spotkanie ze swoim mistrzem. Kiedy w końcu Freud się zgodził i zaprosił Junga do swojego mieszkania ten był tak stremowany, że… zapomniał wziąć ze sobą artykułu, w którym analizował teorie swojego mentora. Freud, kiedy się o tym dowiedział uśmiechnął się tylko. Wiedział bowiem, że jest to potwierdzenie jego teorii nieświadomych pomyłek. I nie mylił się, Jung w końcu odszedł od nauki swojego mistrza i zaprzeczył niektórym jego tezom. Czy to oznacza, że nie powinniśmy ulegać urokowi autorytetu i nie wzorować się na nikim? Oczywiście, że nie. Jung właśnie dlatego odkrył nowe wątki w psychoanalizie, że wcześniej podążał śladami jej twórcy. Autorytety są potrzebne także po to, by się usamodzielnić. Nie ma nic złego w „odkrywaniu Ameryki”. W końcu każdy z nas odkrywa ją dla siebie samego. Da się zdobyć doświadczenie bazując tylko na własnych doświadczeniach. Ale o wiele lepiej, kiedy uczymy się nie na własnych błędach a na uniwersytetach. W badaniach naukowych nie ma niczego złego w wynikach, które… do niczego nie prowadzą. To bardzo ważna wskazówka bo następcy wiedzą, że tą drogą nie ma sensu podążać. Oszczędza się w ten sposób sporo czasu. No i pieniędzy. Czy wyważanie otwartych drzwi ma sens? Znam ciekawy przypadek, kiedy to miało duże znaczenie. Wszyscy pamiętamy zalecenia rodziców, babć i pań przedszkolanek żebyśmy jedli szpinak bo jest zdrowy i ma dużo żelaza. To pokłosie pewnego błędu, który pojawił się na początku XX wieku. Podczas zapisywania wyników badań przesunięto przecinek i z tabeli wynikało, że w 100 gramach szpinaku jest aż 28 miligramów żelaza. Dopiero kilkadziesiąt lat później studenci jednej z amerykańskich uczelni „wyważali otwarte drzwi” i badali zawartość żelaza w niektórych produktach spożywczych. Pozornie było to badanie bez sensu. Przecież wyniki były znane i publikowane. A jednak… Okazało się, że szpinak nie jest żadnym wyjątkowym rezerwuarem żelaza. O wiele więcej mają go wątróbka wieprzowa, płatki kukurydziane czy migdały.

„Odkrywanie Ameryki” wcale więc nie musi oznaczać niepotrzebnej pracy. Tak samo jest z podążaniem śladami innych. Po pierwsze, można czasem trafić na błąd, którego nikt wcześniej nie zauważył. Po drugie – i chyba najważniejsze – można się czegoś nauczyć. Uczenie się na cudzych błędach jest dość tanie. Wystarczy kupić biografię osoby, która odniosła sukces i poświęcić trochę czasu na jej przeczytanie. Pójście w ślady kogoś, kto nam imponuje może nas zaprowadzić do tego samego miejsca czyli do sukcesu. Ale pojawia się kilka poważnych problemów. Nie mamy żadnej gwarancji, że kopiując zachowanie i postępowanie naszego guru powielimy jego ścieżkę sukcesu. Przecież powodzenie nie jest prostą sumą podejmowanych decyzji. To równanie z wieloma niewiadomymi Spośród nich na przykład charakteru, typu osobowości. Okoliczności zewnętrznych, otoczenia biznesowego, poziomu świadomości zbiorowej. Idąc dokładnie po śladach autorytetu ryzykujemy bardzo wiele. Na przykład opinię: bardzo fajny pomysł na biznes, ale już znany. Brak oryginalności to poważny minus naszego biznesu. Aby uniknąć takiej pułapki wyjście jest tylko jedno: autorytet powinien nas inspirować a nie prowadzić za rękę. Nikt rozsądny nie będzie przecież inwestował w akcje firm, w których lokował swoje pieniądze nasz idol. Byłoby to bardzo ryzykowne a prawdopodobnie zakończyłoby się spektakularną klapą. O wiele rozsądniej jest pójście drogą, jaką wyznaczył sobie nasz autorytet, tzn. czym się kierował przy wyborze konkretnych akcji. Od tamtej chwili mogło minąć sporo czasu i sytuacja na giełdzie na pewno się zmieniła. Ale wartością, którą nam zostawił nasz autorytet może być na przykład motywacja, którą się kierował przy wyborze tych a nie innych akcji.

Sam model biznesowy pozostawiony „w spadku” też nie musi oznaczać automatycznego sukcesu. Możemy nie wziąć pod uwagę tak oczywistej rzeczy jak nawyki naszego idola. Skoro wstawał regularnie o 5.30 rano,  gimnastykował się, nie palił, regularnie podnosił swoje kwalifikacje to nie osiągniemy sukcesu powielając jedynie jego decyzje biznesowe. Niewypoczęci, obciążeni nałogami, poddający się lenistwu (a jest to ciężki grzech bo zawiniony wyłącznie przez nas!) nie mamy szans na powodzenie w biznesie.

Czy jest więc jakieś wyjście z sytuacji? Oczywiście. Kopiowanie – nie. Inspirowanie się czyimś przykładem – tak! Popełnianie błędów jest wpisane w życie człowieka. Dzięki temu zdobywamy doświadczenie (życie jest najlepszym nauczycielem, ale bardzo dużo każe sobie płacić za lekcje…). Ale najpoważniejszym błędem jest powielanie błędów popełnionych przez innych. Jung nie zostałby jednym z najważniejszych twórców psychoanalizy, gdyby niewolniczo trzymał się poglądów Freuda. Odejście od autorytetu na pewnym etapie życia jest niezbędne. I być może właśnie po to potrzebne są nam autorytety.

Co nie zmienia faktu, że szpinak bardzo lubię.